piątek, 17 lipca 2009
Nie znając nazwy, w tym wypadku nie można mieć żadnych, nawet najmniejszych wątpliwośi "czym to pachnie". Baby Powder, to poprostu zasypa dla dzieci. Początkowo lekko słodka, wilgotna, jakby nałożona na jeszcze nie do końca suchą skórę, po paru minutach staje się typowym, lekko mdłym pudrem dla dzieci.
Nie wiem jak inni, ale ja na pewno nie byłabym w stanie tak pachnieć globalnie. Szczerze mówiąc to akurat ten jeden, charakterystyczny zapach jest według mnie zarezerwowany tylko i wyłącznie dla dzieci i nie wiem co bym pomyślała, gdybym poczuła na dorosłej kobiecie Baby Powder. To nawet dla mnie samej dziwne, bo z reguły nie dzielę zapachów jakimikolwiek kategoriami, ale w tym wypadku poprostu nie mogę tego nie zrobić. Chyba za bardzo dosłowny jest ten puder, żebym miała jakieś inne wyobrażenia z nim związane niż właśnie taki śliczny, mały dzieciaczek, jak ten powyżej. I jestem za tym, że dzieciństwo ma swoje własne prawa. Buzia umazana czekoladą, nie kontrolowane bekanie, podwijanie spódniczki w miejscach publicznych i właśnie ten puder. Z czasem dzieci rozumieją, że pewnych rzeczy nie wypada robić. I ten zapach, już wtedy staje się taki... odstajacy? Chyba to dobre słowo. On poprostu nie pasuje, do kogoś, kto już wyraźnie mowi "mama" i sam umie zawiązać adidasy.
Demeterki już mają to do siebie, że czasem mogą być jedynie ciekawostkami, które chce się poznać. Nawet jeśli są ładne. Ale, jak kiedyś będę miała swojego własnego dzidziusia, to może bedę mu np. takim room sprayem perfumować pokoik... Tylko narazie, jakoś do bycia mama specjalnie mi się nie spieszy, więc zakupu nie będzie:).

środa, 15 lipca 2009
Jak wiele osób dobrze wie, wanilia to moja ulubiona pozycja w składach perfum. Nie mogłabym więc nie poświęcić jej tutaj odpowiednio dużo miejsca.
Roślina ta pochodzi z Ameryki Środkowej i Południowej. Obecnie chodowana jest przede wszystkim na Madagaskarze. Mimo to, dawniej, mniej więcej do około 1800 roku, przodownikiem w jej uprawie był Meksyk. Wszystko zmieniło się, gdy odkryto, że możliwe jest ręczne zapylenie. Pozwoliło to obejść się bez pszół, które występowały jedynie w Meksyku i znacząco poszerzyć uprawę o inne kraje. Mimo, że w strefie tropikalnej występuje, aż sto gatunków wanilii, uprawie podlegają tylko trzy: wanilia płaskolistna (Vanilla planifolia), wanilia wspaniała (Vanilla pompona) i wanilia Tahiti (Vanilla tahitensis).
Wykorzystywana jest głównie w przemyśle spożywczym ze względu na ciepły i słodki aromat. Przyprawa powstaje po fermentacji i suszeniu torebek(to właśnie w trakcie tego procesu nabiera zapachu). Uzyskuje się w ten sposób powszechnie znane laski wanilii. Poza tą formą stosowana jest także w postaci proszku, olejku oraz cukru. Choć nam niestety znany jest przede wszystkim cukier wanilinowy z wanilia mający bardzo mało wspólnego.
Roślina ta ma także właściwości lecznicze. Wykorzystuje się ją w postaci nalewek przy okazji gorączki czy zaburzeń trawienia oraz pomocniczo w blednicy.

Mnie jednak interesuje głównie ze względu na swój cudowny zapach. I tak, w perfumiarstwie jest prawdziwą królowa. Bardzo często cała pachnąca historia dosłownie toczy się wokól niej, dopuszczając tylko od czasu do czasu inne wonie. Albo odwrotnie- jest jak wisienka na ciasteczku. Ujawniając sie przy okazji rozwoju zapachu dekoruje go i dodaje atrakcyjności. W całym perfumeryjnym bogactwie nie ma tak naprawdę wiele kompozycji, w których składnik ten by się nie pojawił. Co ciekawe, nie jest ona zarezerwowana tylko dla typowych, jadalnych słodziaków jak Escada Collection. Pojawia się w kadzidlanym Opium, szyprowym Mitsouko czy nawet swieżakowatym Boss Women.
Powstają różne wariacje na jej temat. Od wyjątkowo spożywczych jak Vanille Coco, przez przyprawowe jak Un bois Vanille, aż po luksusowe i lekko snobistyczne jak Tobbaco Vanille Toma Forda.
Warto więc zadać sobie pytanie co nadaje tej roślinie tak piękny zapach? Na woń wanilii składa sie cały kompleks różnych związków aromatycznych. Wśród nich najważniejsza jest jednak cząsteczka waniliny. Z chemicznego punktu widzenia: aldehyd 4-hydroksy-3-metoksybenzoesowy (nie lubiłam nigdy tego dziwacznego nazewnictwa:) ). Dominuje ona nad wszystkimi innymi i tworzy ten ciepły, bardzo charakterystyczny aromat.
Najbardziej wartościową i jednocześnie najdroższą jest wanilia pochodząca z Meksyku. Jej laski osiągają długośc nawet do 25 cm, a grubość 8-9 cm. Ma bardzo intensywny, bogaty aromat i błyszczącą powierzchnie. Względnie drugą w kolejności (bardzo cięzko jest tutaj wydać sprawiedliwy wyrok) pod względem jakości jest pochodząca przede wszystkim z wyspy Rounion wanilia burbońska. Osiąga ona długośc do 21 cm, a laski są pełne. Zawiera ona, aż do 12% waniliny, co sprawia, że ma bardzo silny zapach. Na końcu ulokowała się ta, pochodząca z Tahiti. Nie posiada ona niestety silnego aromatu, a jej laski są płaskie, krótkie i szerokie.
Coraz częściej pojawiają się różne syntetyczne kombinacje mające obniżyć koszty produkcji perfum. Nie można się jednak oszukiwać - nigdy nie zastąpią one nawet w połowie zapachu naturalnej wanilii.
A na koniec legenda:
"...dawno, dawno temu była sobie piękna Zanat, córka azteckiej bogini płodności. Na swe nieszczęście zapłonęła uczuciem do śmiertelnego chłopaka z azteckiego plemienia Totonaków. Taki mezalians nie mógł mieć miejsca, więc zrozpaczona Zanat zmieniła się w równie pięknie kwitnące pnącze – wanilię, by chociaż w ten sposób być blisko ukochanego i tak oto pozostała wśród Totonaków."
Do dziś najlepszą wanilię produkują właśnie Totonakowie w południowym Meksyku i dotąd nazywają ją xanat.

Na pewno nie napisałam tu wszystkiego co mogłam na jej temat, więc gdyby się okazało, że ktoś wie więcej ode mnie to bardzo proszę o uświadomienie:)
niedziela, 12 lipca 2009
Nie będę ukrywać, że gdyby nie ta podwiązka na butelce, to nie zwróciłabym pewnie specjalnej uwagi na te perfumy. A tak? Małe buszowanie w dużej Sephorze i proszę, znalazłam coś nowego i słodkiego:)
Truskawki i wisienki to dwie główne przodowniczki w Chantal Thomas Classique. Początkowo współgrają ze sobą. Tworzą jedną całośc i pachną jak takie malinowe cukierki, które mama kupuje mi w aptece na gardło. Później, zapach zaczyna się rozwarstwiać, oba owoce pokazują swoją prawdziwą moc i właśnie wtedy okazuje się, że choć pierwsza faza perfum sugeruje nam maliny, tak naprawdę chodzi tutaj o wiśnie i truskawki.
W trakcie rozwoju pojawia się kolejna niespodzianka. Jest tu Angel. Wyłania się delikatnie, lekko asekuracyjnie, sprawdzając czy już oby na pewno może zaznaczyć swoją obecność. Z upływającym czasem jest coraz bardziej intensywny i władczy. Walczy z owocami o to, kto będzie zbierał oklaski za swój urok. Tylko, że żadna z woni nie ustępuje i w ten właśnie sposób powstaje owocowy Anioł.
O ile przez pewien czas jest to połącznie nie tylko ciekawe ale też poprostu ładne, o tyle poźniej robi się upierdliwe, aż wkońcu lekko dyskomfortowe. Zbyt duża ilośc paczuli w bazie, która wzieła górę nad wszystkim innym powoduje, że owoce juz nie są słodkie ani swieże. Sa starawe, lekko sfermentowane i troche jakby spleśniałe. Daje to naprawdę bardzo mało ciekawy efekt i szczerze mówiąc nie chciałabym tego czuć nawet na kimś kto stałby blisko mnie, a co dopiero pachnieć w ten sposób. Niestety baza psuje zarówno obiecujący początek jak i interesujące rozwinięcie, a szkoda, bo latem Chantal mógłby zrobić furorę.
Myślę jednak, że ktoś kto lubi takie landrynkowe ulepy, a jego skóra lubi paczulę jak najbardziej powinien spróbować. A może okaże się, że pachnie na nim lepiej niż na mnie.
Bieliznę za to mają boską. Aż mi ślinka cieknie jak patrzę na te śliczności:)

środa, 08 lipca 2009

Trzeba przyznać, że ten świeżak jest calkiem interesujący. Może nie skomplikowany czy jakoś specjalnie rozbudowany, ale jest ładny. Ma w sobie coś, co sprawia, że w swojej kategorii może być spokojnie jednym z pierwszych. Przynajmniej według mnie.
Na całe szczęście nie ma w nim żadnych ogórków czy innych "toaletowych świeżości". Jest za to przyjemna dla nosa gardenia. Czuć ją od samego początku i utrzymuje się długo od aplikacji. Wąchając Aod, można odnieść wrażenie że jest to bardzo wodny zapach, jednak dzięki komuś kto nad nim pracował daleko mu do Cool Water. (Już zaczęłam pałać do niego ogromna sympatią i wdzięcznością za oszczędzenie mi mało przyjemnych doznań:) ).
Daleko mu też do Be Delicious czy Light Blue. Kolejny raz moge napisać "naszczęście". Ta wodnistość jest subtelna, delikatna i taka chyba troszkę bajkowa. Muszę przyznać, że mi, waniliowemu łakomczuchowi Aod intensywnie działa na wyobraźnię mimo, że ani wanilii, ani ciężkości, ani słodyczy w nim nie ma.
Chociaż sama nie bardzo lubię tego typu perfumy, to tym razem jestem bardzo na tak. Aod ma nie zaprzeczalnie w sobie coś co czyni go wyjątkowym. Nie drapie w nos, nie odświeża jak Ambi Pur, ale jest lekki, bardzo letni i na pewno zrobi wrażenie. No a poza tym, nie czułam jeszcze na nikim czegoś, co pachniało by tak jak on. Jest to pierwszy zapach Lostmarch, z którym mam do czynienia, ale widzę że marka jest dobra w tym co robi, bo nawet perfumami, które nie wpasują się pewnie nigdy w moje osobiste kanony pachnienia, sprawia, że mam ochotę poznać więcej.

wtorek, 07 lipca 2009
No i tym razem klapa. Po moich ostatnich zachwytach nad Note Vanille muszę przyznać, że w przypadku Printemps Micallef poniósł klęskę. Wiosna jest bardzo lekka, bardzo zwiewna i bardzo ulotna, Praktycznie wszystko opiera się na róży, a gdy juz ta znika, to ginie tak naprawdę wszystko.
Pierwsze nuty zapachu są intensywne, ale też jak na mój nos za bardzo różane. Nie jestem w stanie przejść przez taką ilość tych kwiatów. Niestety tak już mam, że za różami specjalnie w perfumach nie przepadam, a podobające mi się zapachy, w których gra ona główną role można by zliczyć na palcach jednej ręki. Być może przez to, moja opinia nie będzie to końca obiektywna.
Po czasie pojawiają sie też owoce. Swieże i kwaskowate, jakby cytryna z czerwona porzeczką. I nie ma już nic więcej. Obiecane drzewo gajakowe i sandałowe nawet na sekundę nie raczy mojego nosa swoją obecnością. Wanilia w bazie, też nie specjalnie ma ochotę na to aby się ujawnić. To wszystko sprawia, ze Wiosna wydaje się być nie dopracowaną. Jakby ktoś chciał bardzo szybko wydać zapach, nie zwracając uwagi na to, że jest nie dokończony i brakuje mu duszy.
Nie podoba mi się właśnie dlatego, że poza różą Printemps zupełnie nic nie oferuje. Nie ma sensu czekać na to, co będzie poźniej, bo nie będzie już nic. Poza pojawieniem się owoców od tych perfum nie można oczekiwać niczego głębszego, nic, co sprawiłoby, że chciało by się wciąż na nowo przykładać nos do nadgarstka. Szkoda, bo przy kilku pierwszych testach, miałam przynajmniej nadzieję, że po róży pojawi się coś interesującego. Niestety, nie tym razem.
poniedziałek, 06 lipca 2009
Długo zastanawiałam się, z czym kojarzy mi się Note Vanille. Po wielu testach, z których każdy zachwycał mocniej, mocniej i wciąż mocniej, już wiem. Dla mnie to przede wszystkim miód pitny. Taki Półtorak, którego fermantacja trwa dziesięc lat, a po tym czasie można rozkoszować się pysznym, słodkim, a mimo to trochę wytrwanym smakiem trunku.
I z Note Vanille jest podobnie jak z wyżej wspomnianym przeze mnie miodem pitnym. Zarówno perfumy jak i sam trunek można zaliczyć do niszowych. Mało kto, dziś pija ten nasz, słowiański alkohol, ale też mało kto zna zapach Note Vanille ze wzgledu na jego niestety ograniczoną dostępność. A szkoda, bo jest to słodziak fantastycznie skomponowany.
Na samym początku, zaraz po aplikacji na skórę, wśród słodyczy czuć lekko pomarańczową, pozbawioną na moje szczęście świeżości nutę. Bardzo szybko jednak ten moment mija. Zapach ewoluuje w puszystą wanilię, której równo dotrzymuje kroku woń miodu.Strasznie mi się to połączenie podoba. W zasadzie, to chyba nie spotkałam się z czymś podobnym. A przynajmniej z czymś, co pozwoliło by wyrażnie odróżnić oba zapachy tak harmonijnie współgrające ze sobą.

Ale prawdziwy zachwyt dopada mnie po kilku godzinach, gdy nagle, z duetu tworzy się trio bo w całą kompozycję wkracza gorący cynamon. Zmysłowa przyprawa dodaje pikanterii i robi się naprawdę gorąco. To jeden z niewielu zapachów, które było dane mi poznać, ujawniający swoje najpiękniejsze oblicze po wielu godzinach. W momencie, w którym spodziewałam się, że już bedzie coraz łagodniej, że powolutku wygasa nuta serca i będzie już tylko baza nagle na mojej skórze wybuchła bomba zapachów, oblepiając całą moją szyję i trwając rozkosznie do wieczora.
niedziela, 05 lipca 2009
Gdy jest się małym dzieckiem, nie ma nic lepszego niż słodycze. Wypady do cukierni to jedna z ulubionych rozrywek, a małe słodkie ciasteczka są najlepszą nagrodą. Ale gdy dziecko przeistacza się w kobiete, przy ogromnej miłości do słodkości rodzi się też potrzeba atrakcyjności. I tu na ratunek przychodzi Dulcis In Fundo, które swoją słodyczą zastępują nie jedną porcję słodkości:)
Za każdym razem jak je wącham przypomina mi się mnóstwo sytuacji z dzieciństwa. Jak podkradałam się do szafki ze słodyczami, jak babcia przekupywała zjedzenie obiadu ciastem, jak po wizycie u lekarza mama zabierała mnie do cukierni, sadzała na wysokim krześle i pozwalała wybierać wszystko na co mam ochote. Cudowne są te wspomnienia i piękne jest to, że jakiś zapach może je tak łatwo a zarazem tak dokładnie przywołac.
Profvmvm stworzyło swojego rodzaju cudo. Może to odważne stwierdzenie, bo perfum jest wiele, ogromna ich ilość jest piękna, sporo jest unikatowych, przez lata tworzonych zapachów, a ja cudem nazywam spożywczego słodziaka. Ale... Mamy tu karmelizowaną skórkę pomarańczy, która skąpana jest w puszystym waniliowym kremie. Mamy małe ciasteczka, które ktoś udekorował sporą ilościa bitej śmietany. I mamy też naleśniki Suzette, które choć jadłam raz w życiu stały się moimi ulubionymi. To własnie Crepes Suzette czuje najbardziej i mam wrażenie, że tak jak według legendy był to królewski deser, tak sam zapach jest bardzo szlachetny i drogocenny, ale mimo to pozostał prosty i nie przekombinowany. Każda woń, którą ofiaruje nam tutaj Profvmvm delikatnie drga na skórze, łączy się z pozostałymi i tworzy całość, która doprowadziła mnie do tego, że aż ugięły się pode mną kolana. Więc chyba spokojnie mogę je nazwać takim moim własnym cudem.

Dulcis in Fundo to z jednej strony słodycz bardzo jadalna, ale z drugiej nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ten zapach jest romantyczny. W moim odczuciu na tyle, że pasuje mi do sukni ślubnej... i chyba chciałabym własnie tak pachnieć w tym dniu. Slodko, kobieco, nie za bardzo inwazyjnie, a przy tym zupełnie po swojem. Troszkę jak dziecko.

czwartek, 02 lipca 2009
Cielesność? Nie. Zwierzęce instynkty? Nie. Podniecenie? Nie. Może przynajmniej trochę zmysłowości? Niestety, ale też nie...
Szczerze mówiąc nie rozumiem kto wpadł na pomysł kampanii reklamowej, ale na pewno miał problem w postrzeganiu zmysłowości. Bo to co sugerowały spoty reklamowe, naladowane erotyzmem zdjęcia, czy cała ta burza wokól Black Orchid to chyba jedna wielka pomyłka. Przynajmniej dla mnie.
Jeżeli już musiałabym bazować na jakiejś sytuacji stricte erotycznej to jedyne co mi tu pasuje to pulchna kobieta w lateksowym stroju, z biczem w reku i gigantycznych butach do tanca erotycznego, pod która jak piesek siedzi nie za bardzo męski facet. Okropne, więc dalej chyba opisywać tego nie bede...
Dla mnie na pewno coś takiego nie ma nic wspolnego z seksualnościa czy zmysłowościa kobiety. Z masochizmem natomiast bardzo dużo. I niestety, ale Black Orchid to taki z lekka właśnie masochizm.
Strasznie intensywne, przytłaczające, a do tego wszystkiego niestety ale zupełnie sztuczne. Sprawiają wrażenie jakby ich twórca nie do końca wiedział co chce w tych pięknych flaszkach zamknąc, a świadomego ile chce na tym zarobić. No i chyba kierując się chęcią wzbogacenia, oraz brakiem pomysłu na zapach wsadził do jednego kotła wszystko co przyszło mu akurat do głowy (trochę jak Gargamel w Smerfach, ale on chyba kierował sie przynajmniej przepisami) i tak powstało Black Orchid.
Pewnie, gdyby nie było tych wszystkich kampanii reklamowych, a zapach zrobiłby jakiś mniej "szałowy" człowiek, sukcesu by nie było. Bo przynajmniej dla mnie, jest to rozczarowanie. Faktem jest, że przewidziane, ale mimo wszystko nie oczekiwałam że te perfumy będą aż tak odbiegały od tego, na jakie się je kreuje. Bo to, że poprostu nie są seksowne można byłoby jakoś obejść. W końcu każdy ma inne potrzeby. Ale Black Orchid to jeden wielki gwałt na moich zmysłach. Do tego grupowy. Ta zbyt duża ilośc wszystkiego jest jak pięciu brudnych, pijanych facetów którzy zrywają sukienkę z przestraszonej kobiety.Ale to co najgorsze to baza... Bo baza jest połaczeniem starycj jajek ze spermą. Jakby ci wszyscy gwałciciele kończyli razem...
I przepraszam wszystkich wrażliwych za ten delikatnie mówiąc ohydny opis. Niestety inaczej nie umiałam.

...To pachniało by jak pierwsze nuty Amarena Whim. Niestety tutaj tylko początek jest ładny. Nawet nie ładny, on jest obłędny. Wiśnie ukryte w migdałowym kremie, pachną słodko, ulepnie, a przy tym zupełnie nie zobowiązująco. Zapach jest intensywny, wibruje sobie na skórze sprawiąjąc, że czuje go od samego początku nie tylko posiadaczka perfum, ale też otoczenie.

Niestety to piekno nie trwa długo. Nie mija nawet godzina, a ze smacznych wiśni w migdalowym kremie upajających swoim zapachem powstają popsute, zdecydowanie zbyt długo leżace w ścisku owoce. Aż ciężko uwierzyć, że zupełnie nie dawno pachniały pysznie i dziewczęco. Oczywiście, nie ma już wtedy nawet wspomnienia po słodkich migdałach, nie ma intensywności, nie ma lotności tego zapachu.
Gdy już ewoluuje w te okropne, sfermentowane wiśnie jest nie dość, że mało atrakcyjny, to jeszcze strasznie toporny. Siedzi sobie na skórze, nie planując wywietrzenia. Raczy więc swoją posiadaczkę i tych, co to odważą się do niej zbliżyc swoją delikatnie mówiąc nie zbyt przyjemną wonią. I trwa. Tak troche na bezczelnego, ale trwa.

Niestety, mimo, że naprawde lubie te wszystkie słodkości charakterystyczne dla Lempickiej, to Amarena Whin mówię nie. I nie rozumiem, dlaczego to jest edycja walentynkowa... Akurat zapach, który ma być wydany specjalnie na tą okazję, powinien zachęcać do przytulania. A Amarena Whim? Może i zachęca, ale chyba tylko wielbicieli taniego wina.
wtorek, 30 czerwca 2009
Szczerze mówiąc, to strasznie się rozczarowałam. Niby nie planowałam testów tego zapachu,próbkę dostałam w prezencie od świetnej dziewczyny (Agnysko:*) ale gdy już ją zobaczyłam to napaliłam się ogromnie.. a co dostałam? Wosk. No, może waniliowy wosk.
Voluspa, była marką, której zawsze brakowało mi na naszym rynku. Kuszące zapachowe świece, dyfuzory, room spraye i inne cuda to rzadkośc jeśli szukamy czegoś naprawdę dobrej jakości. Można być może powiedzieć, że jest to dla wielu luksusowy, zbyteczny, a może nawet trochę snobistyczny gadżet do domu, w kraju, gdzie ciagle ludzie mowią o braku pieniędzy. Ale ja tam lubię gdy w moim domu ładnie pachnie, nie koniecznie świeczką z marketu, która tylko udaje, że ma zapach:)

Przejdźmy jednak do meritum. Otóż niestety tym razem marka nie trafiła w moj nos zupełnie. Vanilla Creme Fleur jest strasznie syntetyczna, w zasadzie, tej wanilii jest w tym wszystkim strasznie malutko. Ja czuje wosk. Dużo wosku jakby aromatyzowanego na waniliowo, ale okropnie nie umiejętnie, bo ani zapachu wosku to nie zamaskowało, ani nie pachnie naturalnie wanilią, tylko tworzy taka dziwną waniliowo-woskową całość.
A miało być tak pięknie... Miałam czuć wanilię, ciepły brązowy cukier, gardenię, migdały, drzewo sandałowe, a nie czuję nic poza tą mało przyjemną, bardzo syntetyczną wanilią wymieszana z woskiem.
Oczywiście, być może w przypadku kadzidełek, dyfuzorów czy świec Vanilla Creme Fleur prezentuje się ze znacznie ladniejszej strony, ale mnie osobiście room and body spray zawiódł w pełnym tego słowa znaczeniu. Wkońcu, wanilia jest zbyt bliskim mi zapachem, abym zgadzała się na jej beszczeszczenie:)

|
Zakładki:
*** Polecane ***
Aquolina
Britney Spears
Cacharel
Calvin Klein
Carla Fracci
Chantal
Chopard
Christian Dior
Comptoir Sud Pacifique
Coty
Demeter
Donna Karan New York
Escada
Giorgio Armani
Givenchy
Keiko Mecheri
Kenzo
Lalique
Lancome
Lolita Lempicka
Lostmarch
Masaki Matsushima
Micaleff
Montale
Paco Rabanne
Profvmvm Roma
Roberto Cavalli
Salvador Dali
Serendipity 3
Serge Lutens
Stella Mc Cartney
Thierry Mugler
Tom Ford
Trussardi
Vera Wang
Versace
Victor & Rolf
Victoria's Secret
Voluspa
|